-Oczami Harry'ego-
Dochodził pół mrok, Jest dobre kilka godzin po operacji. Siedziałem na krześle obok jej łóżka nachylony nad jej dłonią którą ściskałem tak mocno jak oczy aby nie uronić ani jednej łzy kiedy się obudzi. Muszę być silny.
Moja mama była cały czas przy nas. Popatrzyła na mnie i na leżącą w łóżku moją anielicę. Uśmiechała się, po czym mocno zacisnęła oczy. Milczeliśmy, w sali było słychać tylko dźwięk aparatu pokazującego tętno. Podniosłem dłoń dziewczyny i pocałowałem ją od zewnętrznej strony. Anne wtedy przerwała ciszę.
A- Kochanie...- Kładąc mi dłoń na ramię.
Ciężko było mi oderwać wzrok od mojej dziewczyny. Spała. Do mojej głowy nachodziły najgorsze rzeczy, które nie mogły się wydarzyć. Oderwałem wzrok i powędrowałem oczyma w wzrok mojej mamy. Jej oczy były zapłakane. Przytuliłem ją jak tylko ciepło mogłem, próbując nie uronić łzy. Widziałem, że próbuje być silna. Ale coś w niej pękło tak samo jak we mnie. Po chwili odsunęła się i roztrzęsiona zaczęła ocierać momentalnie łzy.
A- Idę po kawę, chcesz coś do picia? - wciąż to robiła, widziałem, ze jest jej bardzo ciężko. Tylko nie bardzo rozumiałem czy to z powodu Walishy czy z tego jak ja to przeżywam. Pozwoliłem jej odejść uciskając jej dłoń i kiwając głową mówiąc cicho:
- Jedź do domu, wyśpij się, jakby coś się działo, będę Cię informował.
Przystanęła, i założyła ręce na brzuch. Stała tak przez dłuższą chwilę po czym jej wzrok zjechał na swoje stopy. Podchodziła do mnie małymi kroczkami lekko uśmiechając się pod nosem. Kiedy była już blisko mnie, lekko podniosła głowę i zerknęła na leżącą dziewczynę. Momentalnie dała głowę z powrotem w dół i podniosła ją do góry patrząc głęboko w moje oczy.
A- Chyba nie myślisz sobie, że zostawię was w takich chwilach. Pytałam, czy chcesz do picia. - Odwróciła się i wyszła z sali. Mijając futrynę drzwi od sali obróciła się jeszcze na moment spoglądając na moją dziewczynę.
A- Cholernie do siebie pasujecie. - I wyszła.
***
Tydzień później
To był najtrudniejszy w moim życiu czas. Lekarze dziś w nocy zaczęli ją wybudzać. To dziwne, ze tak długo to trwało. Ale bali się, że będzie bardzo cierpiała.
Siedziałem koło jej szpitalnego łóżka czekając na przybycie mojej mamy. Trzymałem jej malutką rączkę w mojej dłoni. Była bardzo zimna. Nagle poczułem jakby mnie lekko ścisnęła, w ułamku sekundy, mój wzrok przeniósł się na ekran na którym pokazywało tętno. Było w porządku, skierowałem oczy na śnieżnobiałą buzię tego małego potworka. Jej powieki zacisnęły się. W tym momencie do sali weszła moja mama. A Waliyha otworzyła swoje piękne oczy. Ciężko mi opisać moją radość.
Mama stanęła przy kończącym się łóżku i spojrzała na delikatne rysy dziewczyny. Posłała jej ciepły uśmiech i powiedziała:
A- Witamy z powrotem. - Łzy cisnęły się jej do oczu po czym dodała
- Pójdę po lekarza za pięć minut, a teraz was zostawiam.
Wyszła.
- Oczami Walishy-
Otworzyłam powieki. Zbierałam się do tego dobre kilka minut. Do moich uszu dochodziły jakieś dźwięki, ale nie były one naturalne. Kiedy doszło wszystko do normy, postanowiłam zrobić ten krok i otworzyć oczy. Zobaczyłam biały sufit, po lewej stronie siedział Harry który miał szczęście w oczach, a na uśmiech zaistniał mu wtedy niesamowity rząd białych ząbków. Byłam nieprzytomna, ale wiem, że cały czas był ze mną. Myślałam o nim, śniłam o nim. Czekałam na lekarza, aby się dowiedzieć co z dzieckiem. Ale zanim przyszedł lekarz, chłopak mnie już poinformował. To oczywiste, łzy spływały mi ciurkiem, ale nie mogłam się powstrzymać od pytania kim była ta kobieta która mnie tak zaintrygowała kiedy się przebudziłam. Bez wahania szybko odpowiedział mi że to jego mama. Było mi ciężko dojść do tego, że na pewno nie zrobiłam na niej dobrego wrażenia. Choć tak bardzo mi na tym zależało jeszcze przed tym nieszczęśliwym wypadkiem.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
sobota, 6 grudnia 2014
Rozdział X
- 2 miesiące później -
Czas leciał, a ja czułam się coraz gorzej. Już na początku drugiego miesiąca nie mogłam z bólu wstać z łóżka. Zamiast chodzić na kontrole do ginekologa on przyjeżdżał po mnie razem z Harry'm aby podnieść mnie z łóżka tak aby nic się nie stało.
Tego dnia kiedy wstałam byłam zakrwawiona. Prześcieradło, kołdra topiły się w krwi. Kiedy to zobaczyłam przeraziłam się. Zadzwoniłam do Styles'a, a on przyjechał z prowadzącym ciążę lekarzem.
Kiedy podnosili mnie z łóżka strasznie kręciło mi się w głowie... Czułam, że zasypiam. A tego robić lekarz mi nie pozwalał.
- Oczami Harry'ego-
Nagle zamknęła oczy. Spanikowałem, lekarz kazał jak najszybciej ją położyć na podłodze. Sprawdził czy oddycha. Oddech był. Niestety słaby. Postanowiliśmy jak najszybciej przewieść ją do szpitala w którym pracował ginekolog towarzyszący mi.
Tam błyskawicznie wzięli ją na badania, po czym pojechali na salę operacyjną. Ciekły mi łzy, a ręce trzepały jak nałogowemu alkoholikowi. Czekałem tam na jakiegokolwiek lekarza 5 godzin. Zaczepiając każdą pielęgniarkę na dyżurze. Usiadłem a wręcz rzuciłem się na jedno z krzeseł przy wejściu na salę operacyjną i założyłem ręce na głowę. Już nie dawałem sobie z tym rady. Wtedy zadzwonił do mnie telefon. To była moja mama. Wyszedłem ze szpitala aby ochłonąć i oddzwonić do mamy.
H- Dzwoniłaś...?
A- Tak, coś się stało?
H- Całkiem sporo, ale o czym chciałaś rozmawiać?
A- Chciałam zapytać czy przyjedziesz jutro na obiad? Gemma tez będzie.
H- Nie dam rady bo nie wiem jak będzie się czuła W.... - Nie dokończyłem
A- Kto się źle czuje? Jaka W....
H- To własnie ta długa historia. Mamo nie przyjadę na obiad do was jutro.
A- Gdzie jesteś?
H- W szpitalu niedaleko centrum.
A - Zaraz tam będę, gdzie siedzisz?
H- Przy sali operacyjnej w sektorze ' A5 ' numer sali 18 .
A- Już się zbieram będę za jakąś godzinę.
- Godzinę później-
Czekałem na mamę, i rozmyślałem co mam jej powiedzieć. Jak zacząć to wszystko... A jednak nie mogłem się skupić, bo wiedziałem że moje dziecko i jego matka może nie przeżyć.
W pewnym momencie usłyszałem głos mojej mamy.
A- Harry... Co się stało i z kim?
H- Mamo, jeśli operacja się uda, będziesz miała wnuczkę lub wnuka, a może kiedyś też synową...
A- Jak to?
H- Bo... Moja dziewczyna, Waliyha ona jest w ciąży, dzisiaj do mnie zadzwoniła że obudziła się w łóżku pełnym krwi. Pojechałem do niej z ginekologiem. Straciła przytomność, a teraz czekam już 6 godzin na jakiś znak co nimi... Waliyha jest chora na raka, a ciąża była zagrożona, tak samo jak życie...
A- Kochasz ją?
H- Tak.
A- Myśl pozytywnie synku. Zostanę tutaj z tobą.
Zza drzwi sali wyszedł lekarz podszedł do nas z miną jakby coś było nie tak. Pełen nadziei wstałem i podszedłem szybko do lekarza
H- Co z nią? Co z moim dzieckiem i dziewczyną?! - Byłem strzępkiem nerwów...
L- Przykro mi ale...- Nie dokończył, przerwałem mu.
H- To nie możliwe.
Anne przytuliła mnie.
A- Niech lekarz mówi dalej.
L- Dziecko nie przeżyło, dziewczyna poroniła nad ranem, poprzez ból poronienia się obudziła. Ale mam jeszcze jedną wiadomość nie za przyjemną. Pańska dziewczyna chorowała na raka szyjki macicy. Na wskutek tego było poronienie, a przy usuwaniu zarodka usunęliśmy również guza, co się wiąże z usunięciem miejsca w którym rak się znajdował.
A- Gdzie się znajdował i czy będzie mogła znów zajść w ciążę?
L- Ponowne zajście w ciążę jest nie możliwe. Wycięliśmy jej jeden jajowód.
H- Czy możemy do niej wejść?
Lekarz sie uśmiechnął.
L- Tak, ale za 30 minut bo własnie ją przewieźliśmy na salę pooperacyjną i będziemy ją wybudzać. Ciężko z nią było... Ledwo ją uratowaliśmy.
wtorek, 2 grudnia 2014
Rozdział IX
Harry zjawił się po godzinie. Kazałam wejść, ma klucze od mojego mieszkania. Siedziałam na toalecie w łazience. Płakałam, a na podłodze leżał test ciążowy. Miałam ochotę wbić sobie nóż w plecy. Słyszałam kroki, podniosłam głowę do góry, a w drzwiach stał Harry. Podszedł do mnie i przytulił mnie bardzo mocno, szeptając na ucho.
H- Będzie dobrze, damy sobie radę.
Jego głos uspokoił mnie, nie miałam już siły na nic, wtuliłam się w niego. On mnie podniósł i zaniósł do sypialni i położył. Wyszedł na chwilę z pokoju zostawiając mnie samą. Wrócił po kilku minutach. W ręce trzymał szklankę z wodą, a w drugiej test ciążowy i telefon komórkowy.
Podszedł i dał na szafkę nocną wodę. Usiadł koło mnie.
H- Nie spodziewałem się tego, że zostanę...
W- Ojcem? Tak ja też się nie spodziewałam tego, że będę mamusią. - dodałam sarkastycznie.
Przecież to nie możliwe! Brałam tabletki, codziennie je biorę...
Wtedy przewróciłam się tyłem do bruneta, na co on położył się koło mnie i przytulił delikatnie. Zaczął smyrać delikatnie mój brzuch.
H- Cieszę się, że będę tatusiem, będę to dziecko rozpieszczał. Ale Cieszę, się tez, ze to dziecko będę miał z dziewczyną która ma w sobie coś tak wyjątkowego, że przyciąga mnie jak magnez.
W- Harry, proszę Cię... Nie jestem w humorze.
H- Jak każda dziewczyna w ciąży, rozumiem. Zapiszę cię na jutro do lekarza. Pójdziemy tam razem.
W- Jak to? A studio?
H- Powiem im, że to nagła potrzeba.
Znów odwróciłam się w stronę Stylesa.
W- Boję się.
H- Ja też - powiedział całując mnie w czoło.
H- Będzie dobrze
W- Musi być.
Usnęliśmy. Obudziłam się o 10 rano. Harry'ego już nie było w łóżku. Zostawił mi na szafce nocnej śniadanie. A obok tależa i ciepłej herbaty był list.
'' Kocham Cię najbardziej na świecie, naszą fasolkę również, już nie mogę się doczekać aż cię znów zobaczę. Kocham Cię. x
Twój Harry.x ''
Herbata była bardzo Ciepła więc wyszedł nie dawno. Zadzwoniłam do niego. Powiedział, ze właśnie wyszedł ze studia. Kazał mi się ubrać i pojechaliśmy do lekarza.
W gabinecie okazało się, ze dziecko jest zdrowe. To 3 tydzień ciąży.
Po zakończeniu badania lekarz przekazał nam informacje, niestety na płeć dziecka jest jeszcze za wcześnie. Razem z Harrym doszliśmy do tego, ze płeć dziecka poznamy dopiero kiedy się urodzi.
Ale było coś jeszcze o czym musiał nam powiedzieć lekarz.
L- Proszę usiąść.
Usiedliśmy we dwoje, nieco zdziwieni ponieważ myśleliśmy, ze to już koniec badania. Wtedy lekarz usiadł i powiedział te zdania, które zawaliły mój świat w ułamku sekundy.
L- Przykro mi, ale pani ciąża jest zagrożona. A pani... jest bardzo poważnie chora. Ma pani nowotwór. Nie chcę pani stresować, ale może być tak, że pani dziecko albo pani...
Przerwałam.
W- Czy jest możliwość, żebym przeżyła razem z dzieckiem?
L- Ciężko mi pani teraz odpowiedzieć na to pytanie. Proszę być dobrej myśli.
W- No dobrze... Dziękujemy, ale my już pójdziemy.
Lekarz kiwnął głową i podał nam zdjęcia naszej pociechy..
Po wyjściu z przychodzi Harry stanął na przeciwko mnie. Od wyjścia z przychodzi byłam strasznie zamyślona i się nie odzywałam.
Podniósł delikatnie opuszkami palców moją głowę.
H- Będzie dobrze, tylko w to uwierz. Będziemy razem. Ja, ty i nasze maleństwo.- Całując mnie w policzek.
H- Będzie dobrze, damy sobie radę.
Jego głos uspokoił mnie, nie miałam już siły na nic, wtuliłam się w niego. On mnie podniósł i zaniósł do sypialni i położył. Wyszedł na chwilę z pokoju zostawiając mnie samą. Wrócił po kilku minutach. W ręce trzymał szklankę z wodą, a w drugiej test ciążowy i telefon komórkowy.
Podszedł i dał na szafkę nocną wodę. Usiadł koło mnie.
H- Nie spodziewałem się tego, że zostanę...
W- Ojcem? Tak ja też się nie spodziewałam tego, że będę mamusią. - dodałam sarkastycznie.
Przecież to nie możliwe! Brałam tabletki, codziennie je biorę...
Wtedy przewróciłam się tyłem do bruneta, na co on położył się koło mnie i przytulił delikatnie. Zaczął smyrać delikatnie mój brzuch.
H- Cieszę się, że będę tatusiem, będę to dziecko rozpieszczał. Ale Cieszę, się tez, ze to dziecko będę miał z dziewczyną która ma w sobie coś tak wyjątkowego, że przyciąga mnie jak magnez.
W- Harry, proszę Cię... Nie jestem w humorze.
H- Jak każda dziewczyna w ciąży, rozumiem. Zapiszę cię na jutro do lekarza. Pójdziemy tam razem.
W- Jak to? A studio?
H- Powiem im, że to nagła potrzeba.
Znów odwróciłam się w stronę Stylesa.
W- Boję się.
H- Ja też - powiedział całując mnie w czoło.
H- Będzie dobrze
W- Musi być.
Usnęliśmy. Obudziłam się o 10 rano. Harry'ego już nie było w łóżku. Zostawił mi na szafce nocnej śniadanie. A obok tależa i ciepłej herbaty był list.
'' Kocham Cię najbardziej na świecie, naszą fasolkę również, już nie mogę się doczekać aż cię znów zobaczę. Kocham Cię. x
Twój Harry.x ''
Herbata była bardzo Ciepła więc wyszedł nie dawno. Zadzwoniłam do niego. Powiedział, ze właśnie wyszedł ze studia. Kazał mi się ubrać i pojechaliśmy do lekarza.
W gabinecie okazało się, ze dziecko jest zdrowe. To 3 tydzień ciąży.
Po zakończeniu badania lekarz przekazał nam informacje, niestety na płeć dziecka jest jeszcze za wcześnie. Razem z Harrym doszliśmy do tego, ze płeć dziecka poznamy dopiero kiedy się urodzi.
Ale było coś jeszcze o czym musiał nam powiedzieć lekarz.
L- Proszę usiąść.
Usiedliśmy we dwoje, nieco zdziwieni ponieważ myśleliśmy, ze to już koniec badania. Wtedy lekarz usiadł i powiedział te zdania, które zawaliły mój świat w ułamku sekundy.
L- Przykro mi, ale pani ciąża jest zagrożona. A pani... jest bardzo poważnie chora. Ma pani nowotwór. Nie chcę pani stresować, ale może być tak, że pani dziecko albo pani...
Przerwałam.
W- Czy jest możliwość, żebym przeżyła razem z dzieckiem?
L- Ciężko mi pani teraz odpowiedzieć na to pytanie. Proszę być dobrej myśli.
W- No dobrze... Dziękujemy, ale my już pójdziemy.
Lekarz kiwnął głową i podał nam zdjęcia naszej pociechy..
Po wyjściu z przychodzi Harry stanął na przeciwko mnie. Od wyjścia z przychodzi byłam strasznie zamyślona i się nie odzywałam.
Podniósł delikatnie opuszkami palców moją głowę.
H- Będzie dobrze, tylko w to uwierz. Będziemy razem. Ja, ty i nasze maleństwo.- Całując mnie w policzek.
Rozdział VIII
-Dwa miesiące później-
Z Harrym spotykamy się przynajmniej dwa razy w tygodniu. Nie jesteśmy razem. Tego wieczoru kiedy była gala przespaliśmy się dwa razy, jeden w czasie gali a drugi kiedy mnie odwiózł. Ale wracając Harry odwiedzał mnie za każdym razem kiedy chciał kogoś przelecieć. Umówiliśmy się, że robimy to bez zobowiązań.
Dzisiaj mijają równe, dwa miesiące. Spóźnia mi się miesiączka o tydzień. Ale to nie jest ciąża. Biorę tabletki, ostatnio byłam na badaniach i lekarz mi powiedział, że mogę przez pewien czas nie mieć miesiączki przez rzucenie nawyku. Pokusa jest na każdym kroku. Kiedy wychodzę z domu mam ochotę wrócić w te ciemne strony Londynu. Ale nie mogę, obiecałam Styles'owi. Nie wiem czemu to zrobiłam. Ostatnio dużo o nim myślę. Nie wiem dlaczego... Może dla tego, że dużo z nim spędzam czasu, bo chwili to nie trwa. Powoli zaczynam się znów otwierać się przed ludźmi. Na szczęście, kiedy byłam tak zwaną ' narkomanką ' nauczyłam się jednej zasadniczej i bardzo ważnej rzeczy. Umiem przejrzeć fałszywych ludzi. Jedna z nich wciąż kręci się koło mnie. Żeruje szukając pokarmu, grożąc. Dziś powiedziałam dość!
Poszłam na komisariat.
Ubrana w elegancki płaszcz, jeansy, letni t-shirt i buty na obcasie weszłam na posterunek.
Nikt tam mnie nie poznał. Podeszłam do recepcji i poprosiłam o spotkanie z sierżantem Cloveys'em.
Ten przechodząc obok i słysząc moją rozmowę z recepcjonistką zaprosił mnie do swojego gabinetu.
S.C- No więc, w czym mogę pani pomóc?
W- Chciałabym zgłosić nękanie i grożenie.
S.C- Dobrze, proszę podać mi swój dowód osobisty, i wypełnić te papiery, składając podpisy na wyznaczonym miejscu. - podał mi 3 kartki formularza do wypełnienia.
Wtedy ja podałam mu swój dowód.
Sierżant wyglądał nieco na zdziwionego, po czym się uśmiechnął i powiedział:
S.C- No proszę, dawno Cię tu nie było. Nawet Cię nie poznałem. - Cloves zaczął się śmiać.
W- Cóż... Tak wyszło.
S.C- Co teraz robisz? Przestałaś ćpać?
W- To chyba nie pana sprawa.
Wtedy do gabinetu weszło pozostałych dwóch policjantów z z dziewczyną. Jeden z nich kiwnął głową do siedzącego naprzeciwko mnie sierżanta.
- Zbieraj się, mamy morderczynię z tej ulicy gdzie ćpają.
S.C- Świetnie.
- Nie wiem czy tak świetnie, kolejne dwa trupy.
S.C- Zajmę się tym zaraz.
Wyszli, ja dokończyłam pisać papiery pożegnałam się z policjantem i wyszłam z komisariatu. Za rogiem było skrzyżowanie, po przejściu przez drogę było już centrum handlowe, a zaraz za nim moja ulubiona za dawnych lat kawiarenka z ciastami.
Poszłam do niej posiedzieć. Powspominać. Ledwo co wypiłam kawę i zrobiło mi się strasznie mdło. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam wszystko co zjadłam przed wyjściem. Kiedy zrobiło mi się odrobinę lepiej poszłam na targ, kupić świeże owoce i warzywa. Po raz kolejny mnie ze mdliło. Mam podejrzenia, nie sprzyjające mi. Nie! To nie możliwe. Aby rozwiać wątpliwości poszłam do apteki kupić leki na grypę.
Podeszłam do kasy cała obolała.
W- Proszę coś na grypę żołądkową, coś na gardło, jakiś syrop, tabletki na ból głowy i.... test ciążowy.
Kasjerka zaczęła się śmiać.
K- Nie ma czego się wstydzić, trzeba było powiedzieć, że potrzebuje pani testu ciążowego.
W-To tylko dla rozwiania wątpliwości.
K- Dobrze, podawać tamte leki czy nie?
W- Ymmm..
Po chwili namyślenia powiedziałam stanowczo.
W- Nie, niech będzie tylko ten test ciążowy, w razie czego wrócę się tu jeszcze.
Zapłaciłam i jak najszybciej dostałam się do domu. Rzuciłam zakupy na blat kuchenny i pobiegłam do łazienki.
Po 20 minutach było wszystko jasne. Musiałam zadzwonić do Harry'ego.
Z Harrym spotykamy się przynajmniej dwa razy w tygodniu. Nie jesteśmy razem. Tego wieczoru kiedy była gala przespaliśmy się dwa razy, jeden w czasie gali a drugi kiedy mnie odwiózł. Ale wracając Harry odwiedzał mnie za każdym razem kiedy chciał kogoś przelecieć. Umówiliśmy się, że robimy to bez zobowiązań.
Dzisiaj mijają równe, dwa miesiące. Spóźnia mi się miesiączka o tydzień. Ale to nie jest ciąża. Biorę tabletki, ostatnio byłam na badaniach i lekarz mi powiedział, że mogę przez pewien czas nie mieć miesiączki przez rzucenie nawyku. Pokusa jest na każdym kroku. Kiedy wychodzę z domu mam ochotę wrócić w te ciemne strony Londynu. Ale nie mogę, obiecałam Styles'owi. Nie wiem czemu to zrobiłam. Ostatnio dużo o nim myślę. Nie wiem dlaczego... Może dla tego, że dużo z nim spędzam czasu, bo chwili to nie trwa. Powoli zaczynam się znów otwierać się przed ludźmi. Na szczęście, kiedy byłam tak zwaną ' narkomanką ' nauczyłam się jednej zasadniczej i bardzo ważnej rzeczy. Umiem przejrzeć fałszywych ludzi. Jedna z nich wciąż kręci się koło mnie. Żeruje szukając pokarmu, grożąc. Dziś powiedziałam dość!
Poszłam na komisariat.
Ubrana w elegancki płaszcz, jeansy, letni t-shirt i buty na obcasie weszłam na posterunek.
Nikt tam mnie nie poznał. Podeszłam do recepcji i poprosiłam o spotkanie z sierżantem Cloveys'em.
Ten przechodząc obok i słysząc moją rozmowę z recepcjonistką zaprosił mnie do swojego gabinetu.
S.C- No więc, w czym mogę pani pomóc?
W- Chciałabym zgłosić nękanie i grożenie.
S.C- Dobrze, proszę podać mi swój dowód osobisty, i wypełnić te papiery, składając podpisy na wyznaczonym miejscu. - podał mi 3 kartki formularza do wypełnienia.
Wtedy ja podałam mu swój dowód.
Sierżant wyglądał nieco na zdziwionego, po czym się uśmiechnął i powiedział:
S.C- No proszę, dawno Cię tu nie było. Nawet Cię nie poznałem. - Cloves zaczął się śmiać.
W- Cóż... Tak wyszło.
S.C- Co teraz robisz? Przestałaś ćpać?
W- To chyba nie pana sprawa.
Wtedy do gabinetu weszło pozostałych dwóch policjantów z z dziewczyną. Jeden z nich kiwnął głową do siedzącego naprzeciwko mnie sierżanta.
- Zbieraj się, mamy morderczynię z tej ulicy gdzie ćpają.
S.C- Świetnie.
- Nie wiem czy tak świetnie, kolejne dwa trupy.
S.C- Zajmę się tym zaraz.
Wyszli, ja dokończyłam pisać papiery pożegnałam się z policjantem i wyszłam z komisariatu. Za rogiem było skrzyżowanie, po przejściu przez drogę było już centrum handlowe, a zaraz za nim moja ulubiona za dawnych lat kawiarenka z ciastami.
Poszłam do niej posiedzieć. Powspominać. Ledwo co wypiłam kawę i zrobiło mi się strasznie mdło. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam wszystko co zjadłam przed wyjściem. Kiedy zrobiło mi się odrobinę lepiej poszłam na targ, kupić świeże owoce i warzywa. Po raz kolejny mnie ze mdliło. Mam podejrzenia, nie sprzyjające mi. Nie! To nie możliwe. Aby rozwiać wątpliwości poszłam do apteki kupić leki na grypę.
Podeszłam do kasy cała obolała.
W- Proszę coś na grypę żołądkową, coś na gardło, jakiś syrop, tabletki na ból głowy i.... test ciążowy.
Kasjerka zaczęła się śmiać.
K- Nie ma czego się wstydzić, trzeba było powiedzieć, że potrzebuje pani testu ciążowego.
W-To tylko dla rozwiania wątpliwości.
K- Dobrze, podawać tamte leki czy nie?
W- Ymmm..
Po chwili namyślenia powiedziałam stanowczo.
W- Nie, niech będzie tylko ten test ciążowy, w razie czego wrócę się tu jeszcze.
Zapłaciłam i jak najszybciej dostałam się do domu. Rzuciłam zakupy na blat kuchenny i pobiegłam do łazienki.
Po 20 minutach było wszystko jasne. Musiałam zadzwonić do Harry'ego.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Rozdział VII
Zeszliśmy na dół. Chłopcy siedzieli przy stoliku. Podeszliśmy tam i pozostali przywitali się ze mną i przedstawili się.
Liam- Świetnie, że w końcu do nas dotarliście! Gdzieście się pojawiali?
Zaczęłam się śmiać.
Harry- Wiecie, Walihya zapomniała z domu telefonu, a miała zadzwonić po kogoś znajomego jak będzie wracała więc zawiozłem ją tam i wróciliśmy.
Waliyha- No racja, jestem strasznie zakręcona. - Dodałam ze śmiechem.
Dosiedliśmy się do stolika chwilę później zaczęła się wrząca rozmowa.
Niall- Zaraz się zacznie, przecież ja się tu zanudzę - powiedział Niall wpatrując się we mnie.
- Jakbym Cię już gdzieś widział...Nie chodzi mi tu ani o jakieś sesje gazety i tego typu sprawy tylko tak jakbym Cię kiedyś minął na ulicy...
Waliyha- To raczej nie możliwe... Ostatnimi czasu nie wychodziłam z domu.
Louis- Czyli mamy do czynienia z domowniczką?- powiedział z uśmiechem
Waliyha- Raczej z ogromniastym leniem- dodałam podśmiechując się pod nosem.
Zayn- Drugiej tak pozytywnej osoby jak ty to juz dawno nie poznałem.
Waliyha- To bardzo miłe, dziękuje.
Zaczęłam się czerwienić na twarzy, nie lubię jak ktoś mówi mi komplementy choć kiedyś byłam temu obojętna przez pracę modelki.
Zaczęła się część uroczysta bankietu, już po 20 minutach gadania organizatora zdrętwiał mi tyłek. Większość osób stała w okół mówiącego mężczyzny. W tle leciała muzyka, aby ' nie zanudzić gości' co powiedział pan organizator. Dość kiepską mieli przykrywkę słabej organizacji tego bankietu. Cóż, postanowiłam stać. Podeszłam do Niall'a i szepnęłam mu na ucho:
- Zmulają tutaj. Chodź rozkręćmy tą stypę.
Popatrzyłam na niego i chwyciłam za dłoń.
Po chwili dodałam w stronę zaskoczonych chłopców:
- My zaraz przyjdziemy, nie martwcie się.
zostawiłam Niall'a między tłumu ludzi, zanim jednak tam go zaprowadziłam omówiłam mu plan. Zgodził się bez wahania. Poszłam do konsoli która była odpowiedzialna za sprzęt. wyłączyłam mikrofon panu organizatorowi i podłączyłam do głośników mój telefon, włączając przy tym mój odtwarzać muzyki.
Ciszę przerwałam ja włączając głośno muzykę, a resztą miał się zająć Niall do którego miałam po chwili dojść.
Wtedy mój plan zaczął się rozwijać.
Stojący wśród zdziwionego tłumu blondasek zaczął tańczyć dodając do każdego koło siebie:
- Hej sztywniaki, dalej, dalej tańczyć, tańczyć!
Nie minęła minuta a już tańczyłam koło niego, tłum się zaczął powoli rozluźniać i przyłączył się do nas. Po kilku wspólnie przetańczonych kawałkach poszliśmy do stolika przy którym siedział sam Liam.
Liam- No ładnie, ładnie. Wiecie co? Zachowaliście się totalnie beznadziejnie...!
Razem z Niall'em popatrzyliśmy się na siebie i daliśmy głowy w dół.
Liam dalej kontynuował gadanie...
- Jak wam nie wstyd! Taką impreze rozkręcić beze mnie!
Waliyha- Wybacz Payne, to mój pomysł, nie wiedziałam jak zareaguje reszta.
Liam zaczął się śmiać dodając:
- To już wiesz, ze następnym razem masz poprosić i mnie! Nie mam zamiaru znów zmulać z nimi!
Niall zaczął się śmiać
Niall- Gdzie reszta?
Liam- Porwały ich jakieś dziewczyny do tańca.
Niall- Przecież oni tańczyć nie umią?!
Na sali rozległ się trzask, okazało się, ze Harry tańcząc z jakąś dziewczyną tak ją zakręcił, ze się wywróciła.
Wszyscy się śmiali, a dziewczyna wstała i powiedziała Styles'owi, że już czas aby się nauczył tańczyć. I poszła.
Kilka godzin później bankiet się skończył chłopcy pojechali oddzielnie do domów, a Harry zaproponował mi podwózkę do domu. Zgodziłam się, wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy. Po drodze śmialiśmy się z minionego wieczoru.
Zanim się obejrzałam, mój towarzysz odprowadził mnie pod same drzwi mieszkania. Nie miałam ochoty się z nim żegnać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
