poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział XI

 -Oczami Harry'ego-
Dochodził pół mrok, Jest dobre kilka godzin po operacji. Siedziałem na krześle obok jej łóżka nachylony nad jej dłonią którą ściskałem tak mocno jak oczy aby nie uronić ani jednej łzy kiedy się obudzi. Muszę być silny. 
 Moja mama była cały czas przy nas. Popatrzyła na mnie i na leżącą w łóżku moją anielicę. Uśmiechała się, po czym mocno zacisnęła oczy. Milczeliśmy, w sali było słychać tylko dźwięk aparatu pokazującego tętno. Podniosłem dłoń dziewczyny i pocałowałem ją od zewnętrznej strony. Anne wtedy przerwała ciszę.
A- Kochanie...- Kładąc mi dłoń na ramię.
Ciężko było mi oderwać wzrok od mojej dziewczyny. Spała. Do mojej głowy nachodziły najgorsze rzeczy, które nie mogły się wydarzyć. Oderwałem wzrok i powędrowałem oczyma w wzrok mojej mamy. Jej oczy były zapłakane. Przytuliłem ją jak tylko ciepło mogłem, próbując nie uronić łzy. Widziałem, że próbuje być silna. Ale coś w niej pękło tak samo jak we mnie.  Po chwili odsunęła się i roztrzęsiona zaczęła ocierać momentalnie łzy. 
A- Idę po kawę, chcesz coś do picia? - wciąż to robiła, widziałem, ze jest jej bardzo ciężko. Tylko nie bardzo rozumiałem czy to z powodu Walishy czy z tego jak ja to przeżywam. Pozwoliłem jej odejść uciskając jej dłoń i kiwając głową mówiąc cicho:
- Jedź do domu, wyśpij się, jakby coś się działo, będę Cię informował.
Przystanęła, i założyła ręce na brzuch. Stała tak przez dłuższą chwilę po czym jej wzrok zjechał na swoje stopy. Podchodziła do mnie małymi kroczkami lekko uśmiechając się pod nosem. Kiedy była już blisko mnie, lekko podniosła głowę i zerknęła na leżącą dziewczynę. Momentalnie dała głowę z powrotem w dół i podniosła ją do góry patrząc głęboko w moje oczy.
A- Chyba nie myślisz sobie, że zostawię was w takich chwilach. Pytałam, czy chcesz do picia. - Odwróciła się i wyszła z sali. Mijając futrynę drzwi od sali obróciła się jeszcze na moment spoglądając na moją dziewczynę. 
A- Cholernie do siebie pasujecie. - I wyszła.

***

Tydzień później 

To był najtrudniejszy w moim życiu czas. Lekarze dziś w nocy zaczęli ją wybudzać. To dziwne, ze tak długo to trwało. Ale bali się, że będzie bardzo cierpiała.
Siedziałem koło jej szpitalnego łóżka czekając na przybycie mojej mamy.  Trzymałem jej malutką rączkę w mojej dłoni. Była bardzo zimna. Nagle poczułem jakby mnie lekko ścisnęła, w ułamku sekundy, mój wzrok przeniósł się na ekran na którym pokazywało tętno. Było w porządku, skierowałem oczy na śnieżnobiałą buzię tego małego potworka. Jej powieki zacisnęły się. W tym momencie do sali weszła moja mama. A Waliyha otworzyła swoje piękne oczy. Ciężko mi opisać moją radość. 
Mama stanęła przy kończącym się łóżku i spojrzała na delikatne rysy dziewczyny. Posłała jej ciepły uśmiech i powiedziała:
A- Witamy z powrotem. - Łzy cisnęły się jej do oczu po czym dodała
- Pójdę po lekarza za pięć minut, a teraz was zostawiam. 
Wyszła.

- Oczami Walishy-

Otworzyłam powieki. Zbierałam się do tego dobre kilka minut. Do moich uszu dochodziły jakieś dźwięki, ale nie były one naturalne. Kiedy doszło wszystko do normy, postanowiłam zrobić ten krok i otworzyć oczy. Zobaczyłam biały sufit, po lewej stronie siedział Harry który miał szczęście w oczach, a na uśmiech zaistniał mu wtedy niesamowity rząd białych ząbków. Byłam nieprzytomna, ale wiem, że cały czas był ze mną. Myślałam o nim, śniłam o nim. Czekałam na lekarza, aby się dowiedzieć co z dzieckiem. Ale zanim przyszedł lekarz, chłopak mnie już poinformował. To oczywiste, łzy spływały mi ciurkiem, ale nie mogłam się powstrzymać od pytania kim była ta kobieta która mnie tak zaintrygowała kiedy się przebudziłam. Bez wahania szybko odpowiedział mi że to jego mama. Było mi ciężko dojść do tego, że na pewno nie zrobiłam na niej dobrego wrażenia. Choć tak bardzo mi na tym zależało jeszcze przed tym nieszczęśliwym wypadkiem. 





sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział X

- 2 miesiące później -
Czas leciał, a ja czułam się coraz gorzej. Już na początku drugiego miesiąca nie mogłam z bólu wstać z łóżka. Zamiast chodzić na kontrole do ginekologa on przyjeżdżał po mnie razem z Harry'm aby podnieść mnie z łóżka tak aby nic się nie stało.
Tego dnia kiedy wstałam byłam zakrwawiona. Prześcieradło, kołdra topiły się w krwi. Kiedy to zobaczyłam przeraziłam się. Zadzwoniłam do Styles'a, a on przyjechał z prowadzącym ciążę lekarzem. 
 Kiedy podnosili mnie z łóżka strasznie kręciło mi się w głowie... Czułam, że zasypiam. A tego robić lekarz mi nie pozwalał.
- Oczami Harry'ego-
  Nagle  zamknęła oczy. Spanikowałem, lekarz kazał jak najszybciej ją położyć na podłodze. Sprawdził czy oddycha. Oddech był. Niestety słaby. Postanowiliśmy jak najszybciej przewieść ją do szpitala w którym pracował ginekolog towarzyszący mi. 
Tam błyskawicznie wzięli ją na badania, po czym pojechali na salę operacyjną. Ciekły mi łzy, a ręce trzepały jak nałogowemu alkoholikowi. Czekałem tam na jakiegokolwiek lekarza 5 godzin. Zaczepiając każdą pielęgniarkę na dyżurze. Usiadłem a wręcz rzuciłem się na jedno z krzeseł przy wejściu na salę operacyjną i założyłem ręce na głowę. Już nie dawałem sobie z tym rady. Wtedy zadzwonił do mnie telefon. To była moja mama. Wyszedłem ze szpitala aby ochłonąć i oddzwonić do mamy.
H- Dzwoniłaś...?
A- Tak, coś się stało?
H- Całkiem sporo, ale o czym chciałaś rozmawiać?
A- Chciałam zapytać czy przyjedziesz jutro na obiad? Gemma tez będzie.
H- Nie dam rady bo nie wiem jak będzie się czuła W.... - Nie dokończyłem
A- Kto się źle czuje? Jaka W....
H- To własnie ta długa historia. Mamo nie przyjadę na obiad do was jutro.
A- Gdzie jesteś?
H- W szpitalu niedaleko centrum.
A - Zaraz tam będę, gdzie siedzisz?
H- Przy sali operacyjnej w sektorze ' A5 ' numer sali 18 .
A- Już się zbieram będę za jakąś godzinę.
- Godzinę później-
 Czekałem na mamę, i rozmyślałem co mam jej powiedzieć. Jak zacząć to wszystko... A jednak nie mogłem się skupić, bo wiedziałem że moje dziecko i jego matka może nie przeżyć.
 W pewnym momencie usłyszałem głos mojej mamy.
A- Harry... Co się stało i z kim?
H- Mamo, jeśli operacja się uda, będziesz miała wnuczkę lub wnuka, a może kiedyś też synową...
A- Jak to?
H- Bo... Moja dziewczyna, Waliyha ona jest w ciąży, dzisiaj do mnie zadzwoniła że obudziła się w łóżku pełnym krwi. Pojechałem do niej z ginekologiem. Straciła przytomność, a teraz czekam już 6 godzin na jakiś znak co nimi... Waliyha jest chora na raka, a ciąża była zagrożona, tak samo jak życie...
A- Kochasz ją?
H- Tak.
A- Myśl pozytywnie synku. Zostanę tutaj z tobą.
 Zza drzwi sali wyszedł lekarz podszedł do nas z miną jakby coś było nie tak. Pełen nadziei wstałem i podszedłem szybko do lekarza
H- Co z nią? Co z moim dzieckiem i dziewczyną?! - Byłem strzępkiem nerwów...
L- Przykro mi ale...- Nie dokończył, przerwałem mu.
H- To nie możliwe.
Anne przytuliła mnie. 
A- Niech lekarz mówi dalej.
L- Dziecko nie przeżyło, dziewczyna poroniła nad ranem, poprzez ból poronienia się obudziła. Ale mam jeszcze jedną wiadomość nie za przyjemną. Pańska dziewczyna chorowała na raka szyjki macicy. Na wskutek tego było poronienie, a przy usuwaniu zarodka usunęliśmy również guza, co się wiąże z usunięciem miejsca w którym rak się znajdował. 
A- Gdzie się znajdował i czy będzie mogła znów zajść w ciążę?
L- Ponowne zajście w ciążę jest nie możliwe. Wycięliśmy jej jeden jajowód.
H- Czy możemy do niej wejść? 
Lekarz sie uśmiechnął.
L- Tak, ale za 30 minut bo własnie ją przewieźliśmy na salę pooperacyjną i będziemy ją wybudzać. Ciężko z nią było... Ledwo ją uratowaliśmy.

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział IX

 Harry zjawił się po godzinie. Kazałam wejść, ma klucze od mojego mieszkania. Siedziałam na toalecie w łazience. Płakałam, a na podłodze leżał test ciążowy. Miałam ochotę wbić sobie nóż w plecy. Słyszałam kroki, podniosłam głowę do góry, a w drzwiach stał Harry. Podszedł do mnie i przytulił mnie bardzo mocno, szeptając na ucho.
H- Będzie dobrze, damy sobie radę.
 Jego głos uspokoił mnie, nie miałam już siły na nic, wtuliłam się w niego. On mnie podniósł i zaniósł do sypialni i położył. Wyszedł na chwilę z pokoju zostawiając mnie samą. Wrócił po kilku minutach. W ręce trzymał szklankę z wodą, a w drugiej test ciążowy i telefon komórkowy.
Podszedł i dał na szafkę nocną wodę. Usiadł koło mnie.
H- Nie spodziewałem się tego, że zostanę...
W- Ojcem? Tak ja też się nie spodziewałam tego, że będę mamusią. - dodałam sarkastycznie. 
Przecież to nie możliwe! Brałam tabletki, codziennie je biorę...
Wtedy przewróciłam się tyłem do bruneta, na co on położył się koło mnie i przytulił delikatnie. Zaczął smyrać delikatnie mój brzuch. 
H- Cieszę się, że będę tatusiem, będę to dziecko rozpieszczał. Ale Cieszę, się tez, ze to dziecko będę miał z dziewczyną która ma w sobie coś tak wyjątkowego, że przyciąga mnie jak magnez. 
W- Harry, proszę Cię... Nie jestem w humorze.
H- Jak każda dziewczyna w ciąży, rozumiem. Zapiszę cię na jutro do lekarza. Pójdziemy tam razem. 
W- Jak to? A studio?
H- Powiem im, że to nagła potrzeba. 
Znów odwróciłam się w stronę Stylesa.
W- Boję się.
H- Ja też - powiedział całując mnie w czoło. 
H- Będzie dobrze
W- Musi być. 
Usnęliśmy. Obudziłam się o 10 rano. Harry'ego już nie było w łóżku. Zostawił mi na szafce nocnej śniadanie. A obok tależa i ciepłej herbaty był list. 



 '' Kocham Cię najbardziej na świecie, naszą fasolkę również, już nie mogę się doczekać aż cię znów zobaczę. Kocham Cię. x
                                                         Twój Harry.x ''


Herbata była bardzo Ciepła więc wyszedł nie dawno. Zadzwoniłam do niego. Powiedział, ze właśnie wyszedł ze studia. Kazał mi się ubrać i pojechaliśmy do lekarza.
 W gabinecie okazało się, ze dziecko jest zdrowe. To 3 tydzień ciąży. 
Po zakończeniu badania lekarz przekazał nam informacje, niestety na płeć dziecka jest jeszcze za wcześnie. Razem z Harrym doszliśmy do tego, ze płeć dziecka poznamy dopiero kiedy się urodzi. 
Ale było coś jeszcze o czym musiał nam powiedzieć lekarz.
L- Proszę usiąść.
Usiedliśmy we dwoje, nieco zdziwieni ponieważ myśleliśmy, ze to już koniec badania. Wtedy lekarz usiadł i powiedział te zdania, które zawaliły mój świat w ułamku sekundy.
L- Przykro mi, ale pani ciąża jest zagrożona. A pani... jest bardzo poważnie chora. Ma pani nowotwór. Nie chcę pani stresować, ale może być tak, że pani dziecko albo pani...
Przerwałam. 
W- Czy jest możliwość, żebym przeżyła razem z dzieckiem?
L- Ciężko mi pani teraz odpowiedzieć na to pytanie. Proszę być dobrej myśli.
W- No dobrze... Dziękujemy, ale my już pójdziemy.
Lekarz kiwnął głową i podał nam zdjęcia naszej pociechy..
Po wyjściu z przychodzi Harry stanął na przeciwko mnie. Od wyjścia z przychodzi byłam strasznie zamyślona i się nie odzywałam. 
Podniósł delikatnie opuszkami palców moją głowę.
H- Będzie dobrze, tylko w to uwierz. Będziemy razem. Ja, ty i nasze maleństwo.-  Całując mnie w policzek.



Rozdział VIII

-Dwa miesiące później- 
 Z Harrym spotykamy się przynajmniej dwa razy w tygodniu. Nie jesteśmy razem. Tego wieczoru kiedy była gala przespaliśmy się dwa razy, jeden w czasie gali a drugi kiedy mnie odwiózł. Ale wracając Harry odwiedzał mnie za każdym razem kiedy chciał kogoś przelecieć. Umówiliśmy się, że robimy to bez zobowiązań.  
  Dzisiaj mijają równe, dwa miesiące. Spóźnia mi się miesiączka o tydzień. Ale to nie jest ciąża. Biorę tabletki, ostatnio byłam na badaniach i lekarz mi powiedział, że mogę przez pewien czas nie mieć miesiączki przez rzucenie nawyku. Pokusa jest na każdym kroku. Kiedy wychodzę z domu mam ochotę wrócić w te ciemne strony Londynu. Ale nie mogę, obiecałam Styles'owi. Nie wiem czemu to zrobiłam. Ostatnio dużo o nim myślę. Nie wiem dlaczego... Może dla tego, że dużo z nim spędzam czasu, bo chwili to nie trwa. Powoli zaczynam się znów otwierać się przed ludźmi. Na szczęście, kiedy byłam tak zwaną ' narkomanką ' nauczyłam się jednej zasadniczej i bardzo ważnej rzeczy. Umiem przejrzeć fałszywych ludzi. Jedna z nich wciąż kręci się koło mnie. Żeruje szukając pokarmu, grożąc. Dziś powiedziałam dość! 
Poszłam na komisariat. 
Ubrana w elegancki płaszcz, jeansy, letni t-shirt i buty na obcasie weszłam na posterunek. 
Nikt tam mnie nie poznał. Podeszłam do recepcji i poprosiłam o spotkanie z sierżantem Cloveys'em. 
Ten przechodząc obok i słysząc moją rozmowę z recepcjonistką zaprosił mnie do swojego gabinetu.
S.C- No więc, w czym mogę pani pomóc?
W- Chciałabym zgłosić nękanie i grożenie.
S.C- Dobrze, proszę podać mi swój dowód osobisty, i wypełnić te papiery, składając podpisy na wyznaczonym miejscu. - podał mi 3 kartki formularza do wypełnienia. 
Wtedy ja podałam mu swój dowód. 
Sierżant wyglądał nieco na zdziwionego, po czym się uśmiechnął i powiedział:
S.C- No proszę, dawno Cię tu nie było. Nawet Cię nie poznałem. - Cloves zaczął się śmiać.
W- Cóż... Tak wyszło.
S.C- Co teraz robisz? Przestałaś ćpać?
W- To chyba nie pana sprawa.
Wtedy do gabinetu weszło pozostałych dwóch policjantów z z dziewczyną. Jeden z nich kiwnął głową do siedzącego naprzeciwko mnie sierżanta. 
- Zbieraj się, mamy morderczynię z tej ulicy gdzie ćpają. 
S.C- Świetnie.
- Nie wiem czy tak świetnie, kolejne dwa trupy.
S.C- Zajmę się tym zaraz. 
Wyszli, ja dokończyłam pisać papiery pożegnałam się z policjantem i wyszłam z komisariatu. Za rogiem było skrzyżowanie, po przejściu przez drogę było już centrum handlowe, a zaraz za nim moja ulubiona za dawnych lat kawiarenka z ciastami.
 Poszłam do niej posiedzieć. Powspominać. Ledwo co wypiłam kawę i zrobiło mi się strasznie mdło. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam wszystko co zjadłam przed wyjściem. Kiedy zrobiło mi się odrobinę lepiej poszłam na targ, kupić świeże owoce i warzywa. Po raz kolejny mnie ze mdliło. Mam podejrzenia, nie sprzyjające mi. Nie! To nie możliwe. Aby rozwiać wątpliwości poszłam do apteki kupić leki na grypę.
Podeszłam do kasy cała obolała. 
W- Proszę coś na grypę żołądkową, coś na gardło, jakiś syrop, tabletki na ból głowy i.... test ciążowy.
Kasjerka zaczęła się śmiać.
K- Nie ma czego się wstydzić, trzeba było powiedzieć, że potrzebuje pani testu ciążowego.
W-To tylko dla rozwiania wątpliwości. 
K- Dobrze, podawać tamte leki czy nie?
W- Ymmm.. 
Po chwili namyślenia powiedziałam stanowczo.
W- Nie, niech będzie tylko ten test ciążowy, w razie czego wrócę się tu jeszcze.
Zapłaciłam i jak najszybciej dostałam się do domu. Rzuciłam zakupy na blat kuchenny i pobiegłam do łazienki.
Po 20 minutach było wszystko jasne. Musiałam zadzwonić do Harry'ego. 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział VII

   Zeszliśmy na dół. Chłopcy siedzieli przy stoliku. Podeszliśmy tam i pozostali przywitali się ze mną i przedstawili się. 
Liam- Świetnie, że w końcu do nas dotarliście! Gdzieście się pojawiali?
Zaczęłam się śmiać.
Harry- Wiecie, Walihya zapomniała z domu telefonu, a miała zadzwonić po kogoś znajomego jak będzie wracała więc zawiozłem ją tam i wróciliśmy.
Waliyha- No racja, jestem strasznie zakręcona. - Dodałam ze śmiechem.
Dosiedliśmy się do stolika chwilę później zaczęła się wrząca rozmowa.
Niall- Zaraz się zacznie, przecież ja się tu zanudzę - powiedział Niall wpatrując się we mnie.
- Jakbym Cię już gdzieś widział...Nie chodzi mi tu ani o jakieś sesje gazety i tego typu sprawy tylko tak jakbym Cię kiedyś minął na ulicy...
Waliyha- To raczej nie możliwe... Ostatnimi czasu nie wychodziłam z domu.
Louis- Czyli mamy do czynienia z domowniczką?- powiedział z uśmiechem
Waliyha- Raczej z ogromniastym leniem- dodałam podśmiechując się pod nosem.
Zayn- Drugiej tak pozytywnej osoby jak ty to juz dawno nie poznałem.
Waliyha- To bardzo miłe, dziękuje. 
Zaczęłam się czerwienić na twarzy, nie lubię jak ktoś mówi mi komplementy choć kiedyś byłam temu obojętna przez pracę modelki. 
Zaczęła się część uroczysta bankietu, już po 20 minutach gadania organizatora zdrętwiał mi tyłek. Większość osób stała w okół mówiącego mężczyzny. W tle leciała muzyka, aby ' nie zanudzić gości' co powiedział pan organizator. Dość kiepską mieli przykrywkę słabej organizacji tego bankietu. Cóż, postanowiłam stać. Podeszłam do Niall'a i szepnęłam mu na ucho:
- Zmulają tutaj. Chodź rozkręćmy tą stypę.  
Popatrzyłam na niego i chwyciłam za dłoń.
Po chwili dodałam w stronę zaskoczonych chłopców:
- My zaraz przyjdziemy, nie martwcie się.
zostawiłam Niall'a między tłumu ludzi, zanim jednak tam go zaprowadziłam omówiłam mu plan. Zgodził się bez wahania. Poszłam do konsoli która była odpowiedzialna za sprzęt. wyłączyłam mikrofon panu organizatorowi i podłączyłam do głośników mój telefon, włączając przy tym mój odtwarzać muzyki.
 Ciszę przerwałam ja włączając głośno muzykę, a resztą miał się zająć Niall do którego miałam po chwili dojść.
Wtedy mój plan zaczął się rozwijać. 
Stojący wśród zdziwionego tłumu blondasek zaczął tańczyć dodając do każdego koło siebie:
- Hej sztywniaki, dalej, dalej tańczyć, tańczyć!
Nie minęła minuta a już tańczyłam koło niego, tłum się zaczął powoli rozluźniać i przyłączył się do nas. Po kilku wspólnie przetańczonych kawałkach poszliśmy do stolika przy którym siedział sam Liam.
Liam- No ładnie, ładnie. Wiecie co? Zachowaliście się totalnie beznadziejnie...!
Razem z Niall'em popatrzyliśmy się na siebie i daliśmy głowy w dół.
Liam dalej kontynuował gadanie...
- Jak wam nie wstyd! Taką impreze rozkręcić beze mnie!
Waliyha- Wybacz Payne, to mój pomysł, nie wiedziałam jak zareaguje reszta. 
Liam zaczął się śmiać dodając:
- To już wiesz, ze następnym razem masz poprosić i mnie! Nie mam zamiaru znów zmulać z nimi!
Niall zaczął się śmiać 
Niall- Gdzie reszta?
Liam- Porwały ich jakieś dziewczyny do tańca.
Niall- Przecież oni tańczyć nie umią?!
Na sali rozległ się trzask, okazało się, ze Harry tańcząc z jakąś dziewczyną tak ją zakręcił, ze się wywróciła. 
Wszyscy się śmiali, a dziewczyna wstała i powiedziała Styles'owi, że już czas aby się nauczył tańczyć. I poszła.
Kilka godzin później bankiet się skończył chłopcy pojechali oddzielnie do domów, a Harry zaproponował mi podwózkę do domu. Zgodziłam się, wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy. Po drodze śmialiśmy się z minionego wieczoru.
Zanim się obejrzałam, mój towarzysz odprowadził mnie pod same drzwi mieszkania. Nie miałam ochoty się z nim żegnać...

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział VI

H- Jak to nie możemy?
W- Daj spokój... Niedawno się poznaliśmy... Po za tym, co będzie jak ktoś nas zobaczy? Świetny nagłówek do gazety '' Upadła modelka i piosenkarz z One Direction całujący się na balu dla gwiazd'' Zapewniam Cię, że nie kupiłabym tej gazety. Ale twoje fanki tak. Stałabym się jeszcze większą szmatą niż jestem. A dziewczyny które mnie nigdy nie widziały jeździłyby mnie od najgorszych. Nie chcę przeżywać tego.
 Loczka chyba trochę zamurowało jak mu to powiedziałam.
Stał na przeciwko mnie i patrzył się głęboko w oczy chwytając moją dłoń i lekko pociągając oddalając się od sali bankietowej.
Weszliśmy w długi korytarz... weszliśmy do windy.
Wtedy Harry popchnął mnie na ścianę i zaczął namiętnie całować zaczynając od ust po obojczyki... Odepchnęłam go od siebie i zrobiłam mu to samo co on zrobił mnie. Po chwili winda stanęła na 11 piętrze. Chłopak pochylił się nade mną i powiedział:
- Mam zarezerwowany tu pokój.
Złapałam go za rękę po czym poprowadził mnie do swojego apartamentu. Zanim się nie obejrzałam Harry znów powtórzył to co w windzie tylko tym razem już na łóżku. Zrobiło się gorąco, nasze ciała zaczęły się zbliżać, a usta nie rozłączały się.


W- Wiesz, że nie powinniśmy tego robić?
H- Nikt nas nie zobaczy, nie masz się czego bać.
W- Ale raczej ty powinieneś
H- Ohhh tak? Niby czego? Ciebie?
 I znów wpadłam w obłęd. Kocham jego oczy! 

 Rzuciłam się na niego, dziwię się sobie, że tak szybko zaczęłam go kochać. Myślałam, ze jestem dziewczyną bez uczuć...bez serca. Jak się okazuje byłam dziewczyną bez rozumu. 

Robiło się coraz cieplej i agresywniej. W pewnym momencie zaczęłam mu wbijać paznokcie w plecy. 
Godzinę później było już po wszystkim. Leżeliśmy w łóżku, a brunet drapał mi delikatnie plecy.
H- Chyba powinniśmy iść na dół na bankiet. Zaraz będzie najważniejsza część.


W- No racja. Już zbieramy się...
Poszłam się ubrać, a Harry jeszcze leżał w łóżku.
Kiedy byłam już gotowa on w ciąż w nim siedział i patrzył w wielkie okno będące na całą długość apartamentu.
W- Harry? A ty nie idziesz?


H- Już już idę. Tak sobie myślę... 
W- Myślisz, że co?
H- Niezła jesteś w te klocki...
W- A ty jesteś chamski.
Loczek popatrzył na mnie i zaraz skierował znów wzrok na okno.
H- Czy jak to robiliśmy czy myślałaś o tym, ze ktoś mógłby nas podglądać?
W- O czym ty mówisz?
H- Przed chwilą zauważyłem paparazzi na jednym z dachów hotelu obok...
W- Kurwa! Ale wpadliśmy!
H- Nie panikuj...
W- Nie panikuj? Jak mam w tym momencie nie panikować? Będę świeciła dupskiem w każdej plotkarskiej gazecie! Jak ja wyjdę z domu?!
H- Chcę, abyś pokazywała się wszędzie ze mną i ze mną zamieszkała.
W- Ty tak serio czy żartujesz?
H- Mówię całkiem na poważnie. 
Wstał z łóżka i zaczął na nowo się ubierać. 
H- Chodźmy już bo będą się martwili...

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział V

- Oczami Waliyhy  - 
 Wybiła godzina 18:30 za pół godziny zaczyna się bankiet. Za kwadrans ma przyjechać po mnie tata swoim autem zawiezie mnie na zabawę, powrót będę musiała sobie sama załatwić ponieważ on i mama będę już w drodze do Paryża. Byłam już gotowa do wyjścia kiedy zadzwonił ktoś do drzwi.   Podeszłam po cichutku  i zobaczyłam, przez judasz kto stoi przed drzwiami.
- Możesz otworzyć drzwi? Proszę Cię, przepraszam, za to co wtedy mówiłam. Jest mi głupio... Cruse, proszę wybacz mi nie chciałam. Ja już przestałam, tak samo jak ty... 
  Odeszłam cichutko od drzwi poszłam do pokoju stołowego i wybrałam numer do taty.
- Tato, proszę przyjedź już po mnie, ja zaraz będę gotowa. Masz klucze od mieszkania także wejdź bez pukania.
Mój ojciec dobrze wiedział, że coś jest nie tak. Nie pytał o nic więcej. 
- Będę za 5 minut, a ty siedź cicho w mieszkaniu. Będę mówił, że wyjechałaś do Włoch i teraz ja śpię w tym mieszkaniu.
- Dziękuję. 
 Rozłączył się. Byłam tak wdzięczna mu za wszystko co dla mnie robił. 
Chwilę później usłyszałam rozmowę na klatce mojego taty i Louisy. Dość szybko ją pogonił.
Kiedy wszedł do mieszkania i mnie zobaczył tylko się uśmiechnął, a po chwili milczenia dodał.
- Ślicznie wyglądasz córciu, dawno takiej cię nie widziałem.
Mój najukochańszy tatuś zawsze wiedział jak mnie pocieszyć. Ubrałam buty i byłam już gotowa do bankietu. 



- Dwie godziny później - 

Z pod domu wyjechaliśmy bez problemów, w drodze na bankiet dowiedziałam się czego chciała Louisa. Wcale nie chciała się pogodzić, chciała wyciągnąć ode mnie kasę na dragi. Pod pozorem '' pieniędzy na leczenie ''
Na szczęście nie otwierałam, bóg jeden wie co by mi zrobiła gdybym jej wtedy odmówiła dania tych pieniędzy. Jest strasznie nerwową i arogancką osobą o małym zaangażowaniu społecznym, wręcz zerowym. Jest aspołeczna. Kiedy ją poznałam miałam 15 lat i byłam bardzo towarzyska. Chciałam z każdym mieć dobry kontakt. Ale ona mnie zmieniła. Zaczynając od ucieczek z domu picia alkoholu kończąc na dragach i zniknięciu w świecie modelingu. Przykre, ale prawdziwe.
Ale wracając do dzisiejszego wieczoru, weszłam na salę i dałam ochroniarzom sprawdzającym zaproszenia papier potwierdzający zaproszenie na uroczysty bankiet. Kiedy weszłam na salę jedna osoba mnie rozpoznała. Był to jakiś stary natręt. Łaził za mną jak paź wystarczyło słowo '' Dobry wieczór '' a facet oszalał. 
To dziwne...
Wzięłam kieliszek szampana i słuchałam jak nastrojowo grała orkiestra na skrzypcach. Przyjemna melodia otulająca cię i porywająca w taniec. Wtedy wśród tłumu znalazł się On. Poruszał się powolnym krokiem w moją stronę, wraz z jakimś blondynem. 
Podszedł do stolika przy którym stałam i wziął lampkę szampana wraz z kolegą. Popatrzyłam w bok i się zaśmiałam strzepując włosy.


Jak widać zadziałało.
H- Możę lampkę szampana panience?
W- Z przyjemnością Harry - uśmiechając się ku loczkowi
H- Wiesz, że gdybyś się nie uśmiechnęła nie zauważyłbym Cię?
W- W takim razie przestanę się uśmiechać.
H- Nie ma takiej mowy. Masz piękny uśmiech!
W- To nic nie znaczy
H- Znaczy wiele.  - w tym momencie zakaszlał blondynek stojący nieopodal bruneta 
-Zapomniałbym, Waliyha to jest mój przyjaciel Niall. Gramy razem w zespole.
W- No tak, już wiem skąd was kojarzyłam. One Direction.
Harry i Niall się zaśmiali.
N- No racja. Jestem Niall Horan. Miło Cię poznać. Harry dużo, nawet bardzo dużo o tobie mówił...
H- Ygh? Horan zamknij się - krząknął Styles
Wybacz Waliyha często gada coś co wymyśli chwilę przed powiedzeniem. 
W- Że niby Niall kłamie? Kogo chcesz wplątać w kłamstwo? Mnie czy siebie panie Styles?
N- No właśnie panie Styles? 
Ja już pójdę, Waliyha jeśli masz ochotę chodź do nas do stolika mamy wolne miejsce...
W- Dobrze zaraz przyjdziemy z kłamczuchem - dodałam z zadziornym uśmiechem.
H- Nie musiałaś mówić z tym kłamczuchem...
W- Następnym razem jak będziesz chciał się pozbyć kolegi to mu to powiedz w prost.
H- Nie potrafię tak
W- Jak to nie potrafisz? To tak jak byś powiedział dziewczynie, ze ją kochasz.
H- Oh tak? I myślisz, że to takie proste?
W- Jasne, ze tak!
H- No to dawaj. Jakbyś mi powiedziała, że mnie kochasz?
W- Harry?
H- Co?
W- Kocham Cię...
H- Ja Ciebie też! - Zielono oki uśmiechnął się i pocałował, nigdy wcześniej nie czułam czegoś podobnego. Po kilku sekundach namiętnego pocałunku zrobiło mi się gorąco, a ja poczułam się niesamowicie dobrze i pierwszy raz od kilku lat wolna. 



Kiedy nasze usta się rozłączyły musiałam pokazać, że nie dam się tak szybko mu zwieść...

 W- To nie może tak być dalej.
H- Jak nie może być?
W- Nie możemy...

środa, 19 listopada 2014

Rozdział IV

 *Oczami H*

To dziwne, że nie boi się wprowadzić obcej osoby do mieszkania... Ma bardzo ładnie w domu. Z wyglądu bardzo miła, sympatyczna. Nigdy bym nie pomyślał, że nadużywa narkotyki. Prędzej bym powiedział, że to jakaś modelka...

Stała na przeciwko mnie, i kroiła warzywa. Popatrzyłem na nią i dałem wzrok z powrotem na dół. 

W- No gadaj. Co Cię gryzie. 
H- Nie, nie ... Nic mnie nie gryzie. 
W- Kogo ty chcesz oszukać?
H- Bo... Mam do Ciebie pytanie...
W- Słucham?
H- Dlaczego zaczęłaś ćpać?
W- Bo... Tak wyzło. Miałam problemy, nie radziłam sobie z nimi... przyjaciele...rodzina...Ale nie ważne...
H- Przepraszam.. Nie chciałem.
W- kiedy mam je wrzucić na patelnię?
H- Nie, nie. Najpierw do garnka.
W- okej.

*Kilka godzin później*


Waliysha już śpi.
Ja napisałem jej kartkę. Zamknąłem drzwi poszedłem do domu. Klucze dałem pod wycieraczkę.
Ale znalazłem tam cos jeszcze. kilka woreczków z koką. 
Stwierdziłem, że nie moge jej pomóc. Ona zrobi wszystko, aby wrócić do ćpania, a ja się przywiążę do niej jak do każdego przyjaciela. 



*Tydzień później*
Siedziałem w domu i studiu cały czas. Nie ruszałem się ani krok po za miasto. Tego wieczoru miałem iść na bankiet z chłopakami z zespołu. Miały być tam same sławne osoby. Włącznie z upadłymi gwiazdami tego show- biznesu. 
 Wyszykowałem się, limuzyna podjechała pod dom. Zayn i Niall już tam siedzieli. 



* Oczami W* 

Nie chciało mi się wychodzić z domu . Ale stwierdziłam, że i tak już nikt mnie nie pamięta, a teraz już nikt nie pozna.  Ubrałam się w sukienkę wieczorową, poszłam do fryzjera aby mi doprowadzić kudły do porządku. Kupiłam nowe szpilki, i poszłam do kosmetyczki która miała mnie pomalować i zrobić tipsy. 
Byłam już gotowa. Podjechałam tam BMW moich rodziców. Wchodziłam po schodach jak kilka lat temu. Coś we mnie ożyło.
Już nie mogłam się doczekać, aż ten wieczór się zacznie...

niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział III

 Nie odezwałam się do niego ani słowem. Grał patrząc się na wodę. Siedziałam tam jak wryta. Po chwili zaczął grać już drugą piosenkę. Położyłam się obok niego i patrzyłam w zaciemniające się niebo. Była już 16:30, a jest listopad. Ciągnęło chłodem od ziemi. Brunet spojrzał na mnie po skończeniu drugiej piosenki. 
- Dlaczego tu ze mną siedzisz?
W- Pięknie grasz. 
- Dziękuje.
W- Nie ma sprawy.
-Mogłabyś ocenić piosenkę którą napisałem? Nie jestem pewny czy się spodoba moim fanką.
W- Fanką? No dobrze, zagraj...
- Tylko, że nie zagram jej, tylko zaśpiewam... Mam głupie pytanie, ale czy nosisz czerwoną sukienkę?
W- Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio miałam ubraną na sobie sukienkę...
- No dobrze. 
*Chłopak zaczął się śmiać i zaczął śpiewać  'Night Changes' patrząc głęboko w oczy dziewczyny.*
 Ciarki przeszły mi po całym ciele, serce zaczęło bić jak szalone, a oczy? Zalane zostały łzami. Piosenka była genialna. Chciałabym być na miejscu dziewczyny która będzie u jego boku. 
- Może być?
W- Jeszcze pytasz? Jest genialna. Cała się trzęsę, jakbym się dzisiaj pomalowała, byłabym rozmazana.




- Kłamiesz... Widzę po twoich oczach.
W- To, źle widzisz. Jestem Walihya.

H- Harry.  Dlaczego tu przyszłaś? Nie wiedziałem, że ktoś tu po za mną przychodzi...
W- Długa historia. Harry? Hmmm, skądś znam to imię.
H- Tak? Skąd?
W- No właśnie nie wiem. Kojarzę tylko Harry'ego z tego boysbandu co w radiu leci... Jak oni się nazywali....
H- One Direction?
W- O właśnie! Tak!
*Harry się uśmiechnął* Wiesz, mam czas, możesz mi opowiedzieć sąd znasz to miejsce. 
W- No więc, usiądź wygodnie, bo to naprawdę długa historia.
H- No dobrze.
W- Więc...
*Waliysha zaczęła opowiadać, że kiedy była mała przychodziła z chłopakiem który jej się podobał przy okazji opowiedziała o problemach z narkotykami i przyjaciółką ... Czas tak szybko zleciał, że dochodziło już do 18 godziny.*
H- I widzisz. Wcale nie taka długa ta historia. Jest już późno, możę Cię odprowadzić?
W- Jeśli chcesz to możesz ze mną pójść.
H- Chcę, a teraz mi powiedz, skończyłaś już z narkotykami?
W- Oficjalnie od wczoraj. 
H- Nie ciągnie cię do tego?
W- Cholernie mnie ciągnie, ale nie mogę, obiecałam sobie, że koniec z dragami. Po za tym dzisiaj byłam na spotkaniu u specjalisty.
H- Dobrze robisz, ale dzisiaj Cię samej w nocy nie zostawię. 
W- Będziesz koczował pod moim domem? *dodałam ze śmiechem*
H- Jeśli będzie taka potrzeba to oczywiście, ze tak.Ale najpierw przeszukamy razem dom czy nie masz narkotyków. Pomogę Ci z tego wyjść. Jako przyjaciel.
W- Dziękuję. Jeśli chcesz możesz zostać u mnie na noc. Mam wygodną kanapę? 
H- Dobrze, dobrze, ale najpierw zrobimy kolację. Lubisz włoszczyznę?
W- No jasne, że tak. Tylko wiesz, nie umiem gotować.
H- To jest super okazja, żebyś się nauczyła.
W- Brzmi ciekawie...
H- Mów mi mistrzu * dodając z śmiechem*
W- Dobrze, panie mistrzunio, to co robimy?

środa, 12 listopada 2014

Rozdział II

 Wyszłam z posterunku z głową w dół. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać za rogiem. Skręciłam w mało zatłoczoną uliczkę, od drogi zatłoczonej w samochodach. Stała tam Louisa. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
W- Kolejny. Jak to możliwe, że kolejny raz ten sam towar i kolejna osoba...
L- Nie kupię tego więcej. 
W- Co to za dragi... One zabijają... Musimy coś z tym zrobić.
L- Ja się tym zajmę. Idź już do domu. Psy węszą koło nas.  Masz nie szepnąć ani słowa, bo będzie po Tobie.
W- Dlaczego mi to robisz? Już dłużej nie wytrzymam.
L- Zamknij się i idź już do domu.
Stanęłam naprzeciwko niej 
W- Nie będziesz mi mówiła co mam robić. Kończę z tym. Rozumiesz? - Dodałam z powagą.
Louisa się zaśmiała
L- Kończysz? Przecież ty nawet nie zaczęłaś. Po za tym, beze mnie jesteś nikim.
W- Daruj to sobie. To żałosne.
Louisa chwyciła mnie mocno za ramię.
L- Ani mi się waż!
W- Wal się!
Odeszłam od niej pośpiesznym krokiem. Wiedziałam, że to się nie skończy dla mnie dobrze. Louisa sobie nie odpuści. Za dużo wiem.
Do samych drzwi do mieszkania myślałam o zaistniałej sytuacji. Jestem dorosła, mieszkam sama. Ale jaka to samodzielność być i tak na utrzymaniu rodziców, a pieniądze na jedzenie wydawać na narkotyki. Weszłam do domu, rzuciłam torbą i położyłam się na łóżko. Płakałam jak głupia. Ostatni raz coś mnie tak ruszyło jak miałam 14 lat. Zanim zaczęłam ćpać. 
Tego dnia postanowiłam coś w sobie zmienić. 
*Następnego Dnia*
Jestem zmęczona i nie mam na nic siły. Bolą mnie ręce i nogi. Ale obiecałam sobie, że pójdę dzisiaj na spotkanie z osobą która ma mi pomóc z uzależnieniem. Ubrałam się i poszłam na to spotkanie. Rozmawiałam z lekarzem ponad trzy godziny po czym wyszłam jako inna osoba. Kiedy przechodziłam głównymi drogami Londynu, zaczęłam na nowo go poznawać. Niesamowicie piękne miasto. Duża ilość sklepów i kolorowych ubrań. Już dawno nie miałam czegoś kolorowego ubranego na sobie. Jutro pójdę na zakupy, ale dzisiaj pójdę posiedzieć do parku, gdzie siedziałam jak byłam zakochana w pewnym chłopaku. Nawet nie pamiętam jak się już nazywał. 
Kiedy już skręciłam w ścieżkę gdzie było oczko przy którym siedziałam usłyszałam dźwięki gitary. 
Wyjątkowe, dźwięki przyjemne dla uszu. Było południe, ale nikt tam nie przychodził zawsze po za mną i tamtym chłopakiem. Razem znaleźliśmy to miejsce. Kiedy po cichu podeszłam do oczka zauważyłam bruneta siedzącego i grającego na gitarze.
Usiadłam obok niego... 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Prolog (Rodział I)

-Waliyha-
 Ciemnie ulice Londynu to coś co uwielbiam, mokre ciasne uliczki zapełnione ludźmi. Czuć strach. Szłam jak zawsze odziana w czarną skórę, podarty t-shirt i przejechane kilka razy nożem jeansy. Buty nie grają większej roli. Zakładam martensy. Nie są tak ciężkie jak glany. Co do fryzury zawsze taka sama, włosy rozwalone na całej głowie. Każdy w inną stronę. To tak samo jak ludzie którzy ćpają. Każdy idzie tam gdzie go prowadzi. Niektórzy wracają na ziemię, a niektórzy zostają tam, gdzie im dobrze. Szłam na koniec długiej drogi nie patrząc czy po kimś depczę. Wiedziałam, że tam na mnie czekają. Po chwili w kieszeni zadzwonił mi telefon.

To była Louisa.
Lou- Rusz się, towar stygnie, a sępów coraz więcej!
W- No idę, zluzuj! Strzel sępy, będę za pięć minut.
I rozłączyła się.  Miałam ochotę strzelić sobie kulkę w łeb. 
Dochodziłam już do końca ślepej uliczki, dochodziły z tam tąd krzyki. Szłam dalej nie zważając na niepokój siedzący we mnie. Ludzie biegli do wyjścia, a ja szłam wciąż do końca...
Co druga osoba przebiegająca obok mnie mówiła:
''wiej'' Ale nie, ja musiałam zrobić po swojemu. 
*5 godzin później*
*Posterunek policji*
 Siedziałam na komisariacie czekając na przesłuchanie. Nagle, drzwi do pokoju przesłuchań się otworzyły. Kajdanki obtarły mi ręce, strasznie to piekło.  Z pokoju wyszedł policjant.
P- No proszę, Waliyha... Dawno Cię tu nie było. - Dodał z sarkazmem.
W- Cóż, widać ten entuzjazm, że komendant mnie widzi. Ale do rzeczy.- Powiedziałam arogancko i bez szacunku.
P- Prawe czy lewe krzesło?
W- Sama wybiorę.
Co do krzesła już wam tłumaczę, kiedyś przez 3 godziny zmieniałam krzesła aby wywinąć się od gadania. Zawsze trzeba mieć wymówkę , aby nie sypnąć na przyjaciół.
Tym razem miałam inny plan 'B', ale dążąc do dalszego przesłuchania.
Weszliśmy do sali przesłuchań.
P- To klasyczna śpiewka, co tam się stało i co widziałaś.
Oparłam się o krzesło i krzywo popatrzyłam na policjanta.
W- Nic się nie stało, a co miało się stać?
P- Nie zgrywaj się.
W- Nic nie robię.
P- robisz. Cały czas masz tą samą gatkę.
W- Wybacz, ale nie wiem o czym mówisz.
P- Serio nie wiesz o czym mówię? Mówię o kolejnym 'samobójstwie' na dzielnicy  na której po raz kolejny byłaś ty.
W- Nie będę owijała w bawełnę, mam gdzieś co sobie pan ubzdurał, ale proszę mnie w to nie mieszać. Byłam umówiona z Lou.
P- No dobrze, czekaj na kolejne wezwanie.
W- Nie mam zamiaru znów tu przychodzić.
Wyszłam trzaskając drzwiami. 
No cholera ile można tam siedzieć, mogli by już odnowić ten budynek, bo wali w nim.



Bohaterzy

Waliyha Cruse - Od  piętnastego roku życia leci dzień w co dzień na dragach, co weekend'owe imprezy już nie są co weekend'owe. Problemy z policją to dla niej czysta przyjemność i zabawa. Śpi z pierwszym lepszym chłopakiem. Nie ma przyjaciół bo uważa, że sama sobie lepiej poradzi niż z nimi.

Harry Styles- Muzyk, grający w najpopularniejszym boysbandzie. Ma swój styl. Seksoholik. Swoje teksty do piosenek wymyśla po udanym stosunku. Uwielbia piec i gotować. Jest chamski i bezczelny wobec dziewczyn. Nie ma do nich szacunku.
Louisa Winson - Jedna z wielu fałszywych przyjaciół Cruse. Oszustka, złodziejka i narkomanka. Alkohol jest u niej na drugim miejscu największego uzależnienia.